April 25th, 2009

avatar

Saturday day and night

Sobota minęła mi szybko.
Z racji tego, że w taki dzień, jak dziś nie wypada wstawać z łóżka zbyt wcześnie - pospałam sobie trochę za długo, czego potem nieco żałowałam.

Dzień zaczęłam od PB - dzisiejszy odcinek był naprawdę udany (w odróżnieniu od tego sprzed tygodnia). Nie pamiętam ile już razy prześledziłam najfajniejsze sceny z tego epizodu, ale na pewno będzie ponad trzy. Nie będę wam szczegółowo opisywać co, gdzie i kiedy mi się podobało. Powiem tylko: Mahone rulez (i to od pierwszej sceny), a T-Bag i jego opowieść o słoniach wymiata. :)

Na fali dobrego nastroju spowodowanego serialem postanowiłam pogrzebać trochę w avatarkach (osoby wtajemniczone wiedzą o co chodzi, reszta nie musi :P). No i tak mi zeszło do popołudnia.

Po 17.00 wyszłam z domu, żeby dostać się do klubu studenckiego ARKA. Z racji tego, że raczej się po klubach studenckich nie włóczę, nie miałam pojęcia, gdzie ów miejsce się znajduje. To znaczy adres znałam - Aleje 29 listopada. Problem w tym, że aleje te są dość długie. Postanowiłam więc zdać się na google i niestety nie wyszło mi to na dobre, bo google maps mnie okłamał - pokazał, że ARKA znajduje się mniej więcej na jednym z końców Alei, tymczasem w rzeczywistości okazało się, że klub studencki był w nieco innym miejscu. W efekcie miałam pieszą wycieczkę wzdłóż zatłoczonej drogi, w poszukiwaniu celu mojej podróży. :(

A po co w ogóle wybrałam się do ARKI? Ano dlatego, że był tam koncert zespołu z naszego instytutu - Open Accessu. Drugi raz byłam na koncercie grupy. Tym razem, podobnie jak poprzednio zagrali przyjemne dla ucha rockowe piosenki. Z tą różnicą, że wcześniej grali covery innych zespołów, a na obecną chwilę dorobili się już własnych utworów. I całkiem serio stwierdzam, że ich muzyka nie jest zła - jak już napisałam - bardzo przyjemnie się jej słucha.
A tak na marginesie: za jakiś czas na stronce powinno pojawić się trochę fotek z tegoż koncertu.

I to chyba tyle relacji z dzisiejszego dnia. Jak widać siedzę teraz przed kompem i (czego już nie widać) zastanawiam się, czy położyć się dziś wcześniej spać, czy może jeszcze trochę pomęczyć avatarki. Jak znam siebie, wyjdzie mi coś pomiędzy - nowych avatarków nie zrobię i pójdę spać dopiero za kilka godzin. No, ale cóż - w sobotę nie tylko nie wypada wcześnie wstawać, ale także nie godzi się chodzić wcześnie spać.

PS. Jakiś czas temu zachwycałam się hostingiem zdjęć, jaki oferuje iimmgg.com. Ostatnio niestety odkryłam rysę na diamencie. Otóż zdjęcia umieszczone w serwisie można wrzucać gdziekolwiek, ale tylko w miniaturce. Jeśli chce się zamieścić coś w oryginalnym rozmiarze, to pojawia się śliczny obrazek z napisem "zakaz hotlinkowania". Tak więc, niestety, jeśli będę chciała jakiś obrazek umieścić na blogu, to będę go musiała dodatkowo wgrać na imageshacka. I nie jestem z tego powodu bardzo zadowolona.