May 8th, 2009

oczko

Latająca Atlantyda

Dziś będzie dość krótko i zwięźle.

Nie zagłębiałam się w biografię pana Miyazaki i nie wiem, czy w latach osiemdziesiątych nie posiadał on jeszcze dzisiejszej renomy i nie mógł sobie pozwolić na "nieco inną" animację, czy może wtedy nie wykształcił się jeszcze u niego styl, jaki można zobaczyć w Księżniczce Mononoke i Ruchomym zamku Howla, czy może po prostu - w tamtych czasach ograniczała go technika.
W każdym razie ze wszystkich filmów Miyazakiego, które widziałam Laputa - podniebny zamek od strony grafiki prezentuje się najbardziej standardowo i przez to ubogo.

Bohaterowie także wpisują się w schematy. Mamy dwójkę miłych i dobrych dzieciaków, czarnego charaktera, który lubi śmiać się maniakalnym śmiechem i rodzinkę zwariowanych piratów, którzy choć na początku wydają się źli i budzą lęk, pod koniec stają się przyjaciółmi naszych głównych bohaterów.

Jednak mimo tych wyżej wymienionych rzeczy, film wcale nie jest zły.

Miyazaki po raz kolejny stworzył nową, niezwykłą rzeczywistość. Podobnie, jak w Ruchomym zamku mamy zderzenie świata historycznego (który tym razem przypomina hmm... strzelam, że Anglię w XIX wieku, ale mogę się mylić) i futurystycznego. Magia też jest, ale tym razem już nie wszechobecna, ale tajemnicza i ukryta w legendarnym, latającym zamku.

Mamy więc tajemnicę, którą wszyscy chcą odkryć. Mamy serię zwariowanych pościgów i potyczek. Mamy kilka nastrojowych momentów. I na końcu - mamy szczęśliwe (choć niestety dość przewidywalne) zakończenie.

Podsumowywując: Laputę oceniam trochę gorzej, pod poprzednich dwóch filmów Miyazakiego, które wam opisałam. Ale i tak wypada ona dużo lepiej od tego, o czym napiszę wam jutro lub w niedzielę.

  • Current Music
    Queen
  • Tags