June 17th, 2009

avatar

... i po sesji

W tym roku wszystko poszło szybko i łatwo. Ale to chyba dobrze.

Choć z drugiej strony szkoda mi, że to już koniec - i nieważne, jak bardzo dziwnie to brzmi.

Tak się bowiem składa, że podczas każdej sesji zawsze znajduję w sobie jakieś dodatkowe pokłady energii. Mam wtedy czas, natchnienie i ochotę, żeby robić absolutnie wszystko, byleby tylko nie zasiąść do książek i nie zacząć się uczyć.

Ostatnio na przykład napisałam kilka opowiadań, zmontowałam jeden filmik wideo i prawie codziennie grałam na gitarze (co normalnie tak często mi się to nie zdarza). Uprzątnęłam bałagan na dysku w komputerze - niepotrzebne rzeczy wyrzuciłam, inne wgrałam na płytki, a jeszcze inne porządnie skatalogowałam. W pokoju też zrobiłam generalne porządki (oczywiście gdy nie ma sesji, też sprzątam - tylko wtedy nie robię tego z tak dużą chęcią).

A dziś nagle PYK! Czar prysnął. Znowu nic mi się nie chce.

Na szczęście wyjątkowo w tym roku koniec sesji nie jest równoznaczny z początkiem wakacji. Mam jeszcze kilka ważnych spraw do załatwienia, więc póki co zostanę jeszcze w Krakowie. A to się dobrze składa - dzięki temu może jeszcze zmuszę się do jakiejś roboty.

Bo niestety największy, gigantyczny leń i całkowity brak weny oraz wszelkich pomysłów dopada mnie zawsze w Zakopanem. A nic-nie-robienie przez trzy miesiące wakacji to mimo wszystko wielkie marnotrawstwo czasu.

------------------------------------------------------
A tak z innej beczki i zupełnie na marginesie, to pluję sobie w brodę, że wcześniej nie założyłam na blogu statystyki. Doszłam do prostego wniosku, że skoro liczba komentarzy wynosi mniej niż zero, to zapewne ilość czytelników jest podobna. A tu nagle niespodzianka - ktoś mojego bloga jednak czyta... a dokładniej: ktoś tu jednak czasem zagląda.

To uświadomiło mi, że nie piszę sama dla siebie, i że muszę jakoś dbać o "poziom" bloga. Wiem, że dzisiejszy wpis do najinteligentniejszych raczej nie należy. Ale w przyszłości będę się starać. Obiecuję. :)