August 28th, 2009

avatar

Kocioł w mieście

Wakacje się kończą, a ja jeszcze ani razu nie wspomniałam w tym roku nic o turystach nawiedzających moje miasto. Był co prawda post o szklanych domach dla turystów budowanych, ale to jednak nie to samo. Także - zaległości w tym temacie należy nadrobić. A dzisiejszy wpis nie będzie dotyczył jakiegoś konkretnego wydarzenia, tylko podsumuje sytuację z ostatniego miesiąca.

Dotychczas spoglądałam na turystów z perspektywy pieszego bądź rowerzysty. W tym roku jednak sytuacja nieco się zmieniła i poznałam znaczenie sezonu turystycznego z  perspektywy kierowcy samochodu.

Wiem, że w tym wypadku porównywanie Zakopanego z Krakowem może być trochę nie fair, bo "Kraków dla kierowców" dane było mi posmakować jedynie na kursach prawa jazdy, które zazwyczaj odbywały się poza godzinami szczytu. Ale innego porównania niestety (jak na razie) nie mam.

Piesi.
Wiadomo, że wszędzie zdarzają się wariaci, którzy w najmniej spodziewanym momencie mogą wyskoczyć na jezdnię. W Krakowie jednak większość ludzi przechodzi przez drogę w miejscach do tego przeznaczonych - zazwyczaj na światłach.
W Zakopanem pieszy jest świętą krową, która wszystko ma za nic. Miasto po wielu trudach i bojach wydało sporo kasy na przejście podziemne pomiędzy rynkiem i Krupówkami (które tak na marginesie jest moim zdaniem najbardziej paskudnym przejściem podziemnym na świecie). I co? I turyści oczywiście wciąż przechodzą przez drogę, a nie pod nią. Gdyby jeszcze ci wszyscy ludzie przechodzili przez jezdnię z jakąś rozwagą. Ale nie - idioci pchają się prosto pod nadjeżdżające samochody. Bo oni są turystami i mają do tego prawo.

Korki.
W Krakowie, gdy miasto jest zakorkowane ruch polega mniej więcej na zasadzie: wszyscy chwilę stoją, a potem chwilę jadą. Gdy zakorkuje się Zakopane - wszyscy stoją i nikt nie jedzie. I w tym wypadku znowu winni są głównie turyści, którzy chyba nie są w stanie zrozumieć, że Zakopane to małe miasto, z wąskimi, jednopasmowymi ulicami, które nie jest w stanie pomieścić większej ilości samochodów. Ale nie - turysta, który wynajmuje pokój w okolicach Zakopanego, musi codziennie odwiedzić miasto własnym samochodem, bo przecież nie stać go na bilet autobusowy.
W tym wypadku jednak winę ponoszą nie tylko turyści. Przyznać trzeba, że komunikacja miejska w Zakopanem i okolicach jest dość droga (to znaczy: droższa, niż w Krakowie).
Winni są także urzędnicy, którzy każdą podrzędną ulicę dwukierunkową zamieniają na jednokierunkową z parkingiem. To powoduje, że drogami, którymi kiedyś można było ominąć korki, teraz tego zrobić się nie da. Choć, jakby na wszystko spojrzeć z nieco innej perspektywy - urzędnicy robią miejsca parkingowe wszędzie, gdzie się da z powodu turystów, więc w tym wypadku także jest chyba jasne, kto jest całej sytuacji winny.

Roboty drogowe.
W Krakowie remonty przeprowadza się w wakacje. Nie tylko ze względu na pogodę. W lipcu i sierpniu w mieście nie ma studentów, a i stałych mieszkańców jest mniej, bo część także wyjeżdża na wakacje. Dzięki temu ci, którzy zostali w mieście nie bardzo cierpią (choć mimo wszystko i tak cierpią) z powodu utrudnień w ruchu.
W Zakopanem roboty drogowe także przeprowadza się w lecie, bo ta pora roku nadaje się do tego najlepiej. Z tym, że w mieście jest wtedy najbardziej tłoczno. A co za tym idzie - przemieszczanie się po ulicach z uciążliwego zmienia się straszliwie uciążliwe.

Jest jednak recepta na cały ten kocioł w mieście. Recepty nawet dwie. Pierwsza - która pewnie zawsze pozostanie tylko w sferze moich marzeń - ustawowe ograniczenie liczby turystów przyjeżdżających do Zakopanego. I druga - która tak naprawdę problemu w żaden sposób nie rozwiązuje, ale przynajmniej pomaga przetrwać - opuszczenie Zakopanego w czasie sezonu turystycznego. A im dalej się wyjedzie, tym lepiej.