September 11th, 2009

house

House'a sezonu piątego wzloty i upadki

Napisałam już kiedyś, że nie będę na blogu na bieżąco, po każdym odcinku relacjonować moich wrażeń związanych z oglądaniem Doktora House'a. Ale jeden post, w którym napiszę parę zdań na temat każdego odcinka to co innego. Zwłaszcza, że to ostatnia chwila, żeby pisać o sezonie piątym, bo przecież lada moment wszyscy będą żyli Housem numer sześć.

W takim razie zaczynamy.

house demot

5x01 Czyli o tym, jak House przepraszał Wilsona. Przepraszania były trzy fazy: pierwsza, w której House zgodnie ze swoją naturą wyzywał przyjaciela od idiotów, druga, gdy doktorek strzelił focha i stwierdził, że nie będzie leczył swojej pacjentki. I etap ostatni, gdy Greg w końcu się złamał i na przeprosił na serio, za co w nagrodę usłyszał, co Wilson naprawdę myśli o ich przyjaźni. Poza końcówką najlepszą sceną  odcinka bez wątpienia była "terapia dla par" u Cuddy.

5x02 Tu pojawił się pan prywatny detektyw - postać dość zabawna i ciekawa. Szkoda, że przetrwała jedynie kilka odcinków, bo nie miałabym nic przeciw temu, żeby facet zadomowił się w szpitalu na dobre.

5x03 Przygód detektywa część druga. Pokochałam faceta za sposób w jaki próbował poderwać Cuddy. Poza tym koleś świetnie dogadywał się z Housem. Ba, nawet pod koniec panowie zagrali razem w duecie. Ponownie więc pytam - dlaczego scenarzyści wprowadzili taką fajną postać, a potem po prostu się jej pozbyli? To nie fair.
Z innych rzeczy podobały mi się perypetie Tauba w tym odcinku.

5x04 Czyli House jedzie na pogrzeb swojego ojca. Cóż mogę napisać. House robiący wszystko, co w jego mocy, by nie dojechać do celu - genialny. Wilson starający się ignorować zaczepki House'a - genialny. Dzwonek w komórce House'a - genialny. Opowieść o tym, jak House i Wilson się poznali - genialna. Pogrzeb - genialny. Zakończenie odcinka... - sami już chyba wiecie, jakie.
I jeszcze słów kilka o dwóch scenach. Jeśli chodzi o pogrzeb, to podobało mi się to, że najpierw sobie pomyślałam "ojej, House się wzruszył - to zupełnie do niego niepodobne", a chwilę później wiedziałam już, że całość była tylko kolejnym sprytnym zagraniem doktorka, który jednak zawsze był, jest i będzie Housem. I druga scena - sama końcówka, gdy Greg powiedział Wilsonowi i śmierci swojego ojca. Z jednej strony zabrzmiało to jak "jesteś moim przyjacielem, więc powinieneś o tym wiedzieć". Ale z drugiej - wyglądało to trochę tak, jakby dopiero teraz do House'a doszło to, że jego ojciec nie żyje... a może po prostu dopiero przy przyjacielu postanowił nie ukrywać tego, co naprawdę czuje?
W każdym razie - odcinek genialny.

5x05 Miłosne przygody Trzynastki. Nigdy mnie losy pani doktor nie interesowały, ale mimo to ten odcinek był ciekawy. Ze spraw dotyczących House'a na uwagę na pewno zasługuje powitanie Wilsona oraz późniejsze śledztwo na temat tego, z kim spotyka się doktor W. Ach, no i prywatny detektyw znowu się pojawił. Szkoda, że tym razem na bardzo krótko.

5x06 Tym razem główną bohaterką odcinka była Cuddy. Jej walka oraz ostateczny wynik tych zmagań sprawiły że to kolejny odcinek, który zaliczam do udanych. Wymądrzający się i jednocześnie zazdrosny House też był niezły - ale to akurat nic nowego. A pod koniec wszyscy fani "Huddy" krzyknęli "W KOŃCU!". Ja ponieważ się do tego grona nie zaliczam, wytrzeszczyłam jedynie oczy ze zdumienia.

5x07 No i nastąpił piewszy nudny odcinek tego sezonu. Oglądanie zmagań z chorym agorafobem w ogóle mnie nie bawiło. Jedyne ciekawe momenty w tym epizodzie: sen o komarze, Wilson wyznający Cuddy miłość i samo zakończenie.

5x08 Odcinek nie był nudny, ale do najlepszych też nie należał. Dwie sprawy jednocześnie - jedna prowadzona przez zespół House'a, druga przez Foremana - takie rozwiązanie było ciekawe. Same przypadki również prezentowały się fajnie. Zmaganie House'a z Foremanem - OK. Ale mino to całość była trochę mdła, za mało doprawiona.

5x09 House vs porywacz. Mój ulubiony odcinek z początku serii. Nawet z lufą pistoletu przystawioną do głowy doktorek nie daje sobie w kaszę dmuchać i jest tak samo, jak zawsze sarkastyczny wobec pacjenta. Przy okazji po raz kolejny przekonujemy się, że House w swojej houseowatości zawsze pozostanie Housem. Czyli innymi słowy - rozwikłanie przypadku jest najważniejsze. A żeby rozwiązać zagadkę Greg jest w stanie nawet zacząć współpracować z porywaczem.
Tylko ta Trzynastka-męczennica strasznie mnie denerwowała w tym epizodzie. Poza tym odcinek bardzo dobry.

5x10 House i Cuddy w jednym biurze. Odważne rozwiązanie. Iskrzyło, oj, iskrzyło i to bardzo. To jak najbardziej na plus. Internetowa przychodnia Kutnera i sprawy z nią związane - również nieźle pomyślane. A zakończenie perypetii z tym związanych - popłakałam się ze śmiechu. Nudny był za to przypadek medyczny i Trzynastka-męczennica (znowu!). Ale mimo tych kilku wad odcinek niezły.

5x11 Mniej więcej od tego odcinka wszystko zaczęło się psuć. Zagadkowy prezent gwiazdkowy dla House'a był ciekawy - szkoda jedynie że tak szybko wyjawiono prawdę na jego temat. Losy pacjentki w ogóle mnie nie obchodziły. Nawet to, co ją spotkało na końcu jakoś mną nie wstrząsnęło. Za to ucieszyłam się ze świątecznego prezentu dla Cuddy.

5x12 Nuda. Walka House'a o wymianę rur z wodą była fajna, ale poza tym - przysypiałam. Końcowa wiadomość dotycząca leczenia Trzynastki troszeczkę mnie zdziwiła. Ale tylko troszeczkę.

5x13 Przepychanki House'a z Cameron nie są niestety tak fajne, jak przepychanki doktorka z Cuddy. Dobrze, że twórcy serialu też to zrozumieli i męczyli nas panią dyrektor Cameron tylko przez ten jeden odcinek. Podobały mi się sceny z Cuddy i dzieckiem. Ale reszta niestety nudna. Nawet sam Greg jakiś taki nieciekawy był. I jeszcze jedna sprawa - choć zwykle nie czepiam się niemożliwych rzeczy w serialu, to dziś muszę zrobić wyjątek. Scena w której podczas operacji Cuddy zadzwoniła i zaczęła się wydzierać na House'a, że operacja jest niepotrzebna itd, itp. - straszliwie nieprawdopodobna.

5x14 Odcinek nieco lepszy od poprzedniego. Obserwowanie House'a, który ze spokojem przyjmował zemstę Cuddy było dość ciekawe. Przypadek medyczny - nudny, choć końcowe rozwiązanie było całkiem niezłe (nie wiem, na ile prawdopodobne, ale mniejsza o to). Foreman i Trzynastka - nie było źle. Poza tym podobały mi się rozmowy Tauba z żoną. Scena w której Kutner zapytał House'a co się dzieje z Trzynastką i milczenie Grega w odpowiedzi - genialne.

5x15
Kolejny odcinek zaliczający się do tych "nieco lepszych od poprzednich, ale wciąż do końca nie udanych". Tym razem na diagnozę czeka ksiądz, który stracił wiarę. Z psyhologicznego punktu widzenia - dość ciekawe. Z medycznego - podobał mi się fragment, w którym Kutner znalazł uschnięty palec pacjenta. Scena "a la syn marnotrawny" - jak dla mnie zbyt wyniosła. Dodatkowo podobało mi się to, że House'owi udało się rozwiązać przypadek dzięki temu, że odrzucił objaw - halucynacji-objawienia. Po prostu lubię, gdy medycyna i racjonalizm przeciwstawiane są rzeczom niezbadanym i metafizycznym, a widzowie nie otrzymują odpowiedzi, kto miał rację i co jest prawdą - muszą sami odpowiedzieć sobie na pytanie, która wersja wydaje się im bardziej prawdopodobna.
W tle mieliśmy wątek Foremana i Trzynastki - tym razem całość została rozegrana dość ciekawie - nawet ja dałam się nabrać, że kłótnia była prawdziwa. Była też Cuddy, która chciała/niechciała zaprosić House'a na chrzciny swojej córeczki. No i dość gorzkie zakończenie z powodu całej sytuacji z chrzcinami.

5x16 Chyba w tym miejscu House wrócił na swój dawny, dobry i kochany przeze mnie poziom. Doktorek jest w dobrym humorze, bo przeszedł na mocniejsze środki przeciwbólowe. Minusy lekarstwa - możliwy bezdech podczas drzemki. Plusy - brak bólu i co za tym idzie - Greg spacerujący bez laski. House jest szczęśliwy - reszta szpitalnej ekipy najpierw zdziwiona, potem przerażona.
Narkotykowej metamorfozy jednak nie koniec - Greg zakłada krawat i goli brodę (szczerze - z zarostem facet wygląda ładniej i młodziej). Mi się nowe, "lepsze" wcielenie doktorka podobało. Szkoda, że pod koniec wszystko wróciło do normy (to znaczy - dobrze, że wróciło do normy, bo w końcu szczęśliwy i miły dla wszystkich House, to nie House. Po prostu  - mogło to wszystko wrócić do normy dopiero po kilku odcinkach, a nie tak od razu). Przypadek medyczny też był w miarę ciekawy - a zwłaszcza jego rozwiązanie bardzo mi się podobało.

5x17 House i człowiek mówiący zawsze prawdę. Ciekawe rozwiązanie. Scena, w której Cuddy dowiedziała się prawdy na własny temat - śmiałam się, jak głupia. Zakończenie odcinka też (niestety) prawdziwe - kłamstwa prowadzą do szczęścia. Szczera prawda jest najgorszym rozwiązaniem z możliwych.

5x18 House i przeklęty kot. Doktorek z kotem na rękach i cygarem w zębach wyglądał po prostu świetnie. W ogóle Greg ładnie prezentował się w towarzystwie mruczka. Tylko coś mi się wydaje, że zwierzak nie był już tak bardzo zadowolony. Poza tym w odcinku podobało mi się pogrywanie z przesądnym Kutnerem. Sama zemsta Kutnera także. Z kolei wątek Tauba wyjątkowo mnie nudził.

5x19 Od tego odcinka zaczęła się zabawa z kamerą. W tym epizodzie mamy pokazany świat z perspektywy pacjenta. Takie rozwiązanie bardzo mi się spodobało. Medyczny przypadek też jest dość ciekawy - facet sparaliżowany w 100%, zdolny jedynie do mrugania oczami... no przynajmniej na początku zdolny. Poza tym mamy nieco jak dla mnie śmieszną wizję House'a-Boga w hawajskiej koszuli. Podobało mi się, jak pod koniec Greg podszedł do zdrowiejącego pacjenta i stwierdził, że koleś przestał być interesujący, gdy odzyskał władzę nad własnym ciałem. No i samiusieńkie zakończenie, które można interpretować na dwa sposoby: bardziej metaforycznie, że House jest psychicznie tak samo zamknięty, jak jego pacjent, był zamknięty fizycznie. I mniej metaforycznie - że z doktorkiem dzieje się coś niedobrego.

5x20
Chyba najbardziej szokujący odcinek nie tylko tego sezonu, ale w ogóle w historii całego serialu. Samobójstwa Kutnera chyba nikt się nie spodziewał (no, może poza ludźmi czytającymi spoilery). Twórcom udało się w mistrzowski sposób stworzyć klimat tego epizodu. Wszystko jest pokazane w odcieniach szarości. Co pewien czas następują długie chwile ciszy, gdzie nikt nie wie, co powiedzieć. Nawet House jest zagubiony - wszelkimi możliwymi sposobami stara się znaleźć cokolwiek, co wykluczałoby samobójstwo jego pracownika.
Na uwagę zasługuje także wątek Tauba, który przez cały czas udaje twardziela, a pod koniec, gdy w końcu dociera do niego, co się stało, załamuje się chyba najbardziej ze wszystkich.

5x21 Po wielkich emocjach musiała nastąpić retardacja akcji - ten odcinek jest więc spokojny i dość nudny. House nagle traci wenę i natchnienie - nie przychodzą mu do głowy żadne nowe pomysły, co bardzo go przeraża. Poza tym Greg znowu przekomarza się z Wilsonem. Ale głównym wątkiem odcinka jest związek Cameron i Chase'a - czyli, znowu nuda. Ale ponieważ trzęsienia ziemi nie było przez cały odcinek, jakieś musiało nastąpić przynajmniej na końcu i tak też się stało. Nie wiem, jak inni widzowie, ale ja, gdy ujrzałam Amber, pomyślałam po prostu "WTF?!"

5x22 House i Amber w duecie. Tego chyba nikt się nie spodziewał zobaczyć. Na początku doktorek chce się pozbyć "ducha" dziewczyny Wilsona. Potem dochodzi do wniosku, że obcowanie z Amber nie jest jednak takie złe. Na końcu odkrywa, że jednak jest złe. Z innych rzeczy: wątek pacjenta także był w tym odcinku w miarę ciekawy. Związane z tym "Fight the power" - świetne. Uśmiałam się także przy przygotowaniach House'a do wieczoru kawalerskiego oraz przy samym zakończeniu tej imprezy (truskawki?!). A przy okazji zabawy z kamerą ciąg dalszy - odcinek w świetlistych kolorach.

5x23 Baletnica była nudna. Zmagania House'a z halucynacjami - w porządku. Cameron i zamrożona sperma jej nieżyjącego męża - szok! Detoks i jego "skutki" - podwójny szok.

5x24 Na końcu dostaliśmy najbardziej zakręcony odcinek w całym sezonie. Już sam przypadek faceta, który nie panuje nad własną ręką przyprawił mnie o zawrót głowy. Co się zaś tyczy House'a - do tej pory nie wiem, ile rzeczy, które przydarzyły mu się w tym epizodzie wydarzyły się naprawdę, a ile miało miejsce w jego wyobraźni. W każdym razie doktorek doszedł do wniosku, że zwariował i sam, z własnej woli udał się do wariatkowa. Koniec.

house demot

To znaczy - nie koniec tak do końca.
Piąta seria House'a nie była zła, choć jak napisałam wyżej (a także we wcześniejszych wpisach na blogu) zdarzały się też odcinki gorsze. Choć w połowie sezonu nastąpił mały kryzys i już zaczęłam się bać, że serial stoczy się do poziomu drugiej połowy Prison Break'a, to na szczęście pod koniec wszystko wyszło na prostą i na obecną chwilę mogę stwierdzić, że bez obaw przystąpię do oglądania sezonu szóstego. Także byle do 21 (lub prędzej 22) września.