October 11th, 2009

avatar

Stare nowe śmiecie

Po trzech miesiącach nareszcie wróciłam do Krakowa. A naprawdę było do czego wracać, bo właścicielka stancji w tym roku zafundowała nam generalny remont. A mój pokój, poza świeżą farbą na ścianach zyskał także nową szafę oraz kilka innych rzeczy.

Z nowościami są jednak dwa problemy. Po pierwsze - trzeba się do nich na nowo przyzwyczaić. I po drugie - przez to, że są nowe, człowiek podwójnie się o nie troszczy, a to czasem skutkuje efektem odwrotnym do zamierzonego. Ach, no i nie zapominajmy jeszcze o prawie Murphy'ego - nowe rzeczy łatwiej popsuć, właśnie dlatego, że są nowe.

Wróćmy więc teraz do tych świeżo pomalowanych ścian. Przyznaję się, jestem nieostrożną łamagą i ciamajdą. Ale przez trzy lata ani razu nie wybrudziłam żadnej ściany u mnie w pokoju. A co się stało pierwszego dnia, gdy przyjechałam na świeżo wymalowane? Przypadkiem ochlapałam ścianę herbatą. I na dodatek, plama zrobiła się tuż przy framudze drzwi, w miejscu najbardziej widocznym i nie dającym się niczym zasłonić. Straszny pech, prawda? Mam teraz tylko nadzieję, że jakimś cudem właścicielka stancji szybko tego nie zauważy.

Wspomniałam też o nowej szafie, ale w niej właściwie nie ma nic ekscytującego. Jest po prostu bardziej pojemna i ładniejsza od poprzedniej. Poza tym jej drzwi nie są standardowo otwierane, tylko przesuwane. I ta ostatnia jej właściwość jest dla mnie najważniejsza, bo dzięki temu mogłam sobie pozwolić na nowe, większe biurko.

Niestety nie udało mi się znaleźć biurka, które byłoby w stu procentach takie, jak sobie wymarzyłam (przyznaję, że szukałam bardzo pobieżnie - może gdybym zajrzała do każdego meblowego w Krakowie, to takie udałoby mi się zdobyć). Ale to, które kupiłam też jest wspaniałe.
Gdy je nabyłam, było w częściach, tak więc prawie pół pierwszego dnia, po powrocie do Krakowa spędziłam na jego składaniu. Zabawę miałam z tego powodu naprawdę przednią. Ostatni raz bez dwóch zdań bawiłam się tak dobrze w klasie maturalnej. Uwielbiam robić tego typu rzeczy.

Do nowych mebli muszę się jednak przyzwyczaić podobnie, jak do odmalowanych ścian. Widok stojącej obok mnie szafy wciąż mnie rozprasza. A obecne biurko jest dużo cięższe od starego - i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni - nowe jest całe z płyty wiórowej oklejonej formirem (znaczy - ma wyglądać, jakby było zrobione z drewna), poprzednie miało metalowe nogi - było więc bardziej ażurowe i przez to wyglądało "lżej".
Innym problemem jest wyżej wspomniane prawo Murphy'ego. Ciągle się stresuję, że przez przypadek załatwię któryś z nowych mebli podobnie jak tą biedną ścianę.

Na stancji zmienił mi się jednak nie tylko kolor ścian i umeblowanie, ale także lokatorzy. Rok temu piętro dzieliłam z samymi facetami, co, choć nie było złe, nie zaliczało się też niestety do idealnych rozwiązań. Panowie bowiem po pierwsze byli strasznymi bałaganiarzami, a po drugie - nie byli zbyt rozmowni. Z tego powodu nasze kontakty ograniczały się zazwyczaj do powiedzenia sobie "cześć" w niezbyt czystej kuchni. Teraz sytuacja obróciła się o 360 stopni, bo facet ostał się nam tylko jeden. I choć po tygodniu za dużo o moich współlokatorkach powiedzieć nie mogę, to mam nadzieję, że będzie i weselej, i czyściej.

Nowości na studiach także mam kilka. Przede wszystkim pojawiło się kilku nowych wykładowców. Wszyscy na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie zarówno miłych, jak i ciekawie prowadzących zajęcia. Cieszy mnie także to, że będę miała możliwość dowiedzieć się, jak tworzyć prezentacje we flashu. Zawsze chciałam się tego nauczyć.
Jeśli chodzi o kampus, to administracja w końcu wpadła na to, że sale nie są ponumerowane w zbyt logiczny sposób. Wprowadzono więc nową numerację, która jest dużo bardziej czytelna i przejrzysta.

Co jeszcze? Może zastanawiacie się, czy mam jakieś postanowienia na ten rok akademicki. Rok temu zainspirowana Housem założyłam po prostu "work smart, not hard" i wyszłam na tym dość dobrze. Teraz chyba będę dalej podążała tą ścieżką, ponieważ niestety mam słaby charakter i wszystkie bardziej wyniosłe i ambitne rzeczy zazwyczaj na postanowieniach się zaczynają i tam też kończą... Choć tak sobie teraz myślę, że może jednak coś postanowię. W końcu, jak się ostatnio okazało same dobre chęci wystarczą, by dostać Nobla. Może więc w zaliczeniu roku także pomogą?