November 17th, 2009

avatar

Jestem za, a nawet przeciw

Jakiś czas temu, gdy spotkałam się z kumpelami, i gdy skończyły się nam już wszystkie inne tematy do rozmowy, zaczęłyśmy gadać o aborcji. A dokładniej - padło pytanie na ten temat. Nie było to jednak "bezpieczne" pytanie typu "co myślisz na ten temat". Koleżanka zapytała wprost "czy bym się tego podjęła". Nie lubię takich pytań. No bo skąd ja mam wiedzieć, jaką w takiej sytuacji podjęłabym decyzję? To przecież zależałoby od miliarda innych rzeczy, które w danej chwili miałyby na mnie wpływ. Więc odpowiedziałam, że nie mam pojęcia, czy bym to zrobiła. Ale koleżanka drążyła temat "tak, czy nie?". Więc odpowiedziałam jej "tak".

I wtedy nastąpiło coś dziwnego. Kumpele, które raczej zaliczają się do grona osób głoszących pogląd "aborcja nie jest dobrym rozwiązaniem, ale każda kobieta powinna mieć do niej prawo", zrobiły zdziwione miny i spojrzały na mnie z dezaprobatą. "Hołka, ale jak mogłabyś zrobić coś takiego?!" zaczęły pytać, po czym wygłosiły całą listę argumentów przemawiających przeciw aborcji. Ich argumenty były oczywiście jak najbardziej słuszne, ale ja, jak już pisałam wcześniej - nie mam pojęcia, jak postąpiłabym, gdybym stanęła przed takim problemem do rozwiązania.

Tamten wieczór dał mi jednak do myślenia. Ale nie na temat tej przeklętej aborcji. Tylko na temat tego, jak na moje słowo "tak" zareagowały przyjaciółki. Jak nagle, w ciągu kilku sekund zmieniło się ich podejście do całego problemu. I co najważniejsze - że nie tylko moje koleżanki ulegają takiej nagłej "zmiane światopoglądu".

Gdyby zapytać na przykład o taką budowę autostrady. Wszyscy krzykną - "Tak! Autostrady są nam potrzebne, musimy je budować". A gdy dodamy "Świetnie, w takim razie jutro zaczniemy budowę dwupasmówki koło twojego domu", to niemal każdy przestanie krzyczeć "tak!" i zacznie jeszcze głośniej wykrzykiwać "NIE!!!". A elektrownia atomowa? Pewnie, tylko nie budujcie jej na moim podwórku i w promieniu pięciuset kilometrów od niego.

Zgodzimy się na wiele rzeczy, pod warunkiem, że te nie będą nas bezpośrednio dotyczyć. Ale gdy te pojawią się w naszym najbliższym otoczeniu - natychmiast zmienimy zdanie.

I tak jest nie tylko z autostradami, czy elektrowniami atomowymi. Wszyscy jesteśmy za ochroną środowiska, ale gdyby Greenpeace protestował pod naszym domem, zapewne zmienilibyśmy zdanie i stanęli po drugiej stronie barykady. Homoseksualiści i ludzie innego wyznania - jesteście w stosunku do nich tolerancyjni naprawdę, czy tylko teoretycznie. Czy gdyby wasz znajomy powiedział wam, że zmienił orientację lub wyznanie, to dalej byłby waszym znajomym, czy może pomyślelibyście sobie, że z tym człowiekiem jest coś nie tak i zerwalibyście z nim kontakt? Co zrobilibyście, gdyby w waszej okolicy zamieszkał Arab albo Chińczyk? Czy zostalibyście dobrymi sąsiadami?

A bardziej kontrowersyjne tematy? Eutanazja na przykład. Jeśli jesteście teraz na tak, to czy dalej byście byli, gdyby bliska wam osoba stwierdziła, że chce zakończyć życie w ten sposób?

Wiem, że te wszystkie pytania przypominają to, które koleżanka zadała mi na temat aborcji. Że nie macie zielonego pojęcia, jak zachowalibyście się, gdyby przyszło wam się znaleźć w takiej, a nie innej sytuacji. Ja też tego nie wiem.

Ważne jest jednak, by odpowiedzieć sobie na inne pytanie - czy poglądy, które głosimy, są naprawdę tym, co myślimy, czy tylko pustymi, poprawnymi politycznie hasłami.