March 12th, 2011

oczko

Matki, żony i kochanki

Witajcie na położonej na przedmieściach miasteczka Fairview w Stanie Eagle ulicy Wisteria Lane. Niebo tutaj zawsze jest błękitne, a trawa zielona i równo przystrzyżona... To znaczy - niebo jest niebieskie pod warunkiem, że w okolicy nie pojawi się akurat tornado. A trawa - no cóż, czasami ulegała przypaleniu, na przykład podczas pożarów.

Ulica na ogół jest spokojnym i bezpiecznym miejscem, jednak czasem można na niej usłyszeć huk wystrzału z rewolweru.

Ludzie tutaj są mili, przyjacielscy i z chęcią pomagają sobie nawzajem. Oczywiście pod warunkiem, że akurat nie są zajęci kłótniami i plotkami. Ale poza tym mieszkańcy Whisteria Lane to porządni obywatele. Jednak jak każdy z nas posiadają swoje własne sekrety. Bo któż nie chciałby ukrywać tego, że kiedyś kogoś zamordował i poćwiartował, lub że trzyma zwłoki swojego męża w piwnicy, w zamrażalniku.

Jeśli zdecydujecie się zamieszkać w Wisteria Lane, zapewne poznacie pięć mieszkających po sąsiedzku przyjaciółek: Mary Alice Young, Lanette Scavo, Susan Mayer, Gabrielle Solice i Bree Van De Camp. To znaczy, wróć, panie są tylko cztery, ponieważ Mary Alice Young ostatnio popełniła samobójstwo, strzelając sobie w skroń. Czasem można jednak odnieść wrażenie, że jej duch wciąż jest obecny na ulicy i obserwuje poczynania jej mieszkańców.

Ale dlaczego Mary Alice postanowiła zakończyć swój żywot? Jej przyjaciółki postanowią znaleźć odpowiedź na to pytanie. I nie odpuszczą, dopóki nie dowiedzą się prawdy.


W październiku, po obejrzeniu pierwszego odcinka Gotowych na wszystko zaczęłam zastanawiać się tylko i wyłącznie nad jedną rzeczą: jak to się stało, że do tej pory nie widziałam ani jednego odcinka tego serialu?
Zakochałam się w „Desperatkach” od pierwszego wejrzenia. I teraz, gdy w końcu nadgoniłam zaległości i dotarłam do odcinków, które właśnie są emitowane, moje zdanie pozostaje niezmienne. Serial jest genialny. I przez siedem sezonów nie stracił niczego ze swojej magii.

Gotowe na wszystko mają wszystko to, co moim zdaniem powinna posiadać dobra produkcja telewizyjna. Odcinki tworzą zwartą historię i należy oglądać je jeden po drugim. Jednocześnie jednak pod koniec każdego epizodu zazwyczaj możemy bez denerwowania się i obgryzania paznokci spokojnie poczekać tydzień na nowy odcinek. Mamy czas na oddech także pomiędzy różnymi sezonami.

Ponad to wartka akcja, świetne dialogi i niespodziewane zwroty wydarzeń sprawią, że nie będziemy nudzić się ani przez moment. Możemy wciągnąć się w oglądanie tak bardzo, że zapomnimy nawet o wytarciu łez, które będą spływać nam po policzkach. Bo podczas każdego spotkania z „Desperatkami” na pewno będziemy płakać ze śmiechu. A czasami także ze wzruszenia.

Największą zaletą serialu są natomiast bohaterowie. Każda, nawet najbardziej trzecioplanowa, epizodyczna postać jest perfekcyjnie wykreowana i nietuzinkowa. Co ciekawe, mimo iż akcja Gotowych na wszystko dzieje się na amerykańskich przedmieściach daleko, za wielką wodą, to jednak mieszkańcy Wisteria Lane wydają się nam bliscy i znajomi. Bo czy nikt z nas nie miał kiedyś starszej sąsiadki przypominającej panią McCluskey? Czy czasem nie musieliśmy się skonfrontować z kobietą taką, jak Edie Britt?
Ale podobnie jak w prawdziwym życiu, tak i w Fairview - nie ma ludzi dobrych i złych. Każdy ma w sobie po trochę z każdego z tych przymiotów. I nie spotkamy nikogo, kogo moglibyśmy całkowicie polubić lub znienawidzić.

Tak samo jest z głównymi bohaterkami. Podziwiałam Lanette Scavo za jej wolę walki, ale nie podobało mi się to, że kobieta musiała mieć kontrolę nad wszystkim, co działo się w jej życiu. Polubiłam Susan Mayer za jej romantyczny charakter, ale nie mogłam znieść tego, że czasem za bardzo wyolbrzymiała ona pewne sprawy. Przyklaskiwałam Gabrielle Solice, gdy głośno mówiła to, co myśli i pyskując upominała się o to, na czym jej zależało. Jednocześnie jednak jej próżność i zapatrzenie w siebie często bywały dla mnie nie do zniesienia. Bree Van De Camp była z kolei jedyną bohaterką, której nie polubiłam na początku. Jej perfekcyjność i obsesja czystości doprowadzały mnie do złości. Ale z czasem i u niej odkryłam pewne pozytywne cechy takie, jak chociażby zaradność i umiejętność zachowania zimnej krwi nawet w najbardziej stresujących sytuacjach.
Poza tym, jak to stwierdziła kiedyś moja siostra - w każdej z głównych bohaterek odnajdujemy cząstkę nas samych. Coś co sprawia, że rozumiemy ich zachowanie i przeżycia. Po trochu identyfikujemy się z każdą z mieszkanek Wisteria Lane.

Ponad to, jeśli o mnie chodzi - lubię seriale lub filmy, w których akcja dzieje się na przedmieściach. I uwielbiam, gdy te przedmieścia są przedstawione właśnie w taki sposób, jak w Gotowych na wszystko. Czyli, jak napisałam na wstępie - z jednej strony wszystko jest idealne, śliczne i w ciepłych, pastelowych kolorach. Ale z drugiej - żaden z mieszkańców tego urokliwego miejsca nie jest idealny. Każdy ma własne, mroczne sekrety i czasem dosłownie posiada trupa zakopanego w ogrodzie.

Pewnie zapytacie teraz: „jakie są minusy serialu?”. W tym miejscu na moment przestałam pisać i zaczęłam się zastanawiać. Co mi się w Gotowych na wszystko nie podobało? Przez ostatnie siedem sezonów na pewno musiało coś być. Ale nie - przegrzebałam w pamięci moją serialową księgę skarg i zażaleń, i na temat „Desperatek” nie znalazłam ani jednego zapisu. Jak dla mnie serial jest więc idealny.
Jedyne „ale” jakie mam jest takie samo, jak w przypadku innych anglojęzycznych produkcji, które dane było mi obejrzeć. W wersji oryginalnej i z napisami wszystko brzmi ok. Ale gdy serial próbowałam obejrzeć w telewizji, z lektorem, to ciarki mnie przechodziły, gdy słyszałam, jak spiker zagłuszał lub niszczył większość żartów. Dlatego precz z lektorem!

Jeśli chcielibyście wprowadzić się do Wisteria Lane tak, jak ja, to polecam - na pewno się tutaj zadomowicie. Bo choć zdawać by się mogło, że Gotowe na wszystko to serial o gospodyniach domowych i dla gospodyń domowych, to nie ma w tym nic bardziej mylnego. To serial, w którym każda kobieta znajdzie coś dla siebie. Co się zaś tyczy panów... trudno mi powiedzieć, czy uda się wam odnaleźć w babskim świecie. Ale nigdy nie zaszkodzi wam przynajmniej spróbować.