March 31st, 2011

oczko

Do dwóch Breaków sztuka

Dawno, dawno temu (w końcu - jeszcze w poprzedniej dekadzie, czyli w sumie już dość dawno ;) Nick Santora i Matt Olmstead postanowili wyprodukować serial o losach pochmurnego i nadętego architekta, który postanawia wyciągnąć z więzienia swojego niezbyt inteligentnego, nadętego brata przy pomocy wytatuowanego na ciele planu ucieczki z więzienia. Mimo swojej nieco nadętej fabuły serial wszystkim się spodobał i stacja telewizyjna wyłożyła kasę na nakręcenie następnych sezonów. Druga odsłona serialu była ok, problemy zaczęły się przy trzeciej. Bo wtedy okazało się nagle, że widzom znudziła się cała ta nadętość oraz, że większość z nich woli kibicować dużo mniej nadętym, drugoplanowym bohaterom. Ku zaskoczeniu wszystkich powstał jednak jeszcze jeden sezon nadętego serialu. Potem na szczęście producenci powiedzieli dość i zabili nadętego architekta w odpowiednio dla niego nadęty sposób.

Santora i Olmstead to jednak dość inteligentni kolesie, którzy uczą się na błędach. A Prison Break, o którym wyżej była mowa, nauczył ich tego, że ludzie z chęcią obejrzą serial o uciekających z więzienia kryminalistach pod warunkiem, że nie będą oni zbyt nadęci. I w tym właśnie pozbawionym nadętości duchu duet S&O stworzył nowy serial Breakout Kings.

Szczerze mówiąc nie interesowałam się zbytnio losami producentów PB po jego zakończeniu i gdyby nie Gawith, pewnie o Breakout Kings bym się nie dowiedziała. Początkowe hasło "serial twórców Prison Break'a" trochę mnie przeraziło. Potem jednak zobaczyłam zwiastun i pomyślałam "jeśli serial będzie z przymrużeniem oka tak samo, jak trailer, to może wyjdzie z tego coś ciekawego".

Na obecną chwilę jestem po pierwszych czterech odcinkach BK i choć produkcja nie powala na kolana, to nie jest też zupełnie zła.

Ale po kolei. Przede wszystkim BK zerwał z nadęciem, które było obecne w PB. Nie ma więc żadnego pochmurnego bohatera, który wiedzie samotną krucjatę przeciw złu i innych podobnych bredni.
W PB najciekawsi okazali się drugoplanowi bohaterowie - w BK w podobny sposób interesujące są postaci pierwszoplanowe. W obecnej chwili: na sześciu głównych bohaterów lubię aż czterech, do jednego wciąż mam neutralny stosunek i tylko jeden nieco mnie irytuje. Jest to więc chyba dość dobry wynik.

Przejdźmy do fabuły. Historia jest prosta: pewien stróż prawa (pracujący dla jakiejś federalnej agencji o skomplikowanej nazwie) postanawia stworzyć jednostkę do ścigania zbiegłych z więzienia przestępców. Co ważne w skład grupy mają wchodzić inni więźniowie, którym za współpracę zaproponowane zostaje skrócenie ich wyroków.
Póki co najciekawszą postacią jest Lloyd Lovery grany przez Jimmi'ego Simpsona (od jakiegoś czasu co chwilę widzę tego aktora w jakiś filmach i muszę przyznać jedno - koleś nie jest piękny, jednak gra naprawdę świetnie!). Ale jak już napisałam wyżej - reszta bohaterów także budzi sympatię.
Kolejnym plusem są dobrze napisane dialogi i humor sytuacyjny, które sprawiają, że oglądanie BK jest prawdziwą rozrywką.

Santorze i Olmsteadowi brawa należą się także za to, że panowie nie powiedzieli "zapomnijmy o Prison Break'u, udawajmy, że go nigdy nie było". Wręcz przeciwnie - co chwilę puszczają oko do fanów PB. Oczywiście najbardziej było to widać w odcinku "The Bag Man", ale w pozostałych epizodach także dało się dostrzec takie drobne mrugnięcia. I to było naprawdę miłe.

Minusem BK, który w przyszłości może przyczynić się do zguby serialu jest jego schematyczność. Na początku każdego epizodu ktoś w mniej lub bardziej spektakularny sposób ucieka z więzienia, ekipa Breakout Kingsów zbiera się razem, by rozpocząć poszukiwania, pod koniec odcinka udaje się im złapać zbiega. I tyle. Pierwszy zbieg uciekł, bo chciał odzyskać pieniądze które ukradł podczas rabowania banków. Drugi więził w piwnicy prostytutki, trzeci szukał zemsty, czwarty był niewinny. Nie wiem, jak bogata jest wyobraźnia Santory i Olmsteada, ale boję się, że szybko mogą skończyć się im pomysły.

Trzymam jednak kciuki za nowy serial, bo ma on w sobie naprawdę duży potencjał. Prędzej, czy później na pewno zacznę na niego narzekać - wiem, że to raczej nieuniknione. Chciałabym jednak, by nie nastąpiło to wcześniej, niż po dwóch, trzech sezonach.

Poza tym pojawienie się w serialu T-Baga dało mi pewną nadzieję. Bo skoro zobaczyliśmy jego, to być może w którymś odcinku Breakout Kingsi natkną się na zbiega, którego nie będą mogli złapać. I wtedy pomocną dłoń wyciągnie do nich znudzony emeryturą, były agent FBI, Alexander Mahone. A potem tak mu się spodoba praca w  BK, że zostanie w serialu na dłużej. Czy nie byłoby fajnie, gdyby tak się stało? :D
  • Current Music
    Leszek Możdżer
  • Tags