August 24th, 2011

oczko

Czy warto stracić głowę dla Sali samobójców?

O filmie było głośno i nawet, jeśli ktoś go nie widział, wie mniej więcej, o czym obraz opowiada. "Sala samobójców" - to hasło wprawia rodziców nastolatków w zakłopotanie, a same dzieciaki zobaczywszy tytuł klikają "lubię to" i piszą komentarze stwierdzające, że był to najlepszy film ever. Ja na Salę samobójców spojrzałam bardziej na chłodno, bo w końcu znajduję się gdzieś "po środku", nie będąc jeszcze rodzicem i już nastolatką.



Sali samobójców na pewno nie można odmówić świetnie wykreowanego klimatu. Przytłumione kolory, oszczędna scenografia no i sceny ze świata wirtualnego. Te ostatnie zwłaszcza zasługują na brawa za to, że tak świetnie odegrały swoją rolę. Nie są to super animacje w 3D. Wręcz przeciwnie - cyfrowo wygenerowane postaci są kwadratowe i na graczach komputerowych zapewne nie robią wrażenia. Zamiast tego potęgują poczucie odrealnienia. Dlatego moim zdaniem bardzo dobrze, że twórcy filmu zainwestowali w taką właśnie nieudolną animację.
Poza tym naprawdę dobrze spisali się wszyscy aktorzy grający w filmie.


Niestety na ocenie formy mój zachwyt na się kończy. Bo treść nie była już taka fajna. Poniewieranie Sali samobójców zacznę od głównego bohatera. Jest nim buc, jakich mało, rozpieszczonym gnojek z dobrego domu - Dominik. Podczas całego filmu zrobiło mi się go żal tylko w scenie walki judo. Poza tym ani przez chwilę nie poczułam do niego sympatii. Z początku myślałam, że film pokaże przemianę chłopaka, ale nie dostrzegłam, by coś takiego miało miejsce. Druga sprawa, to relacje Dominika z innymi ludźmi. Początkowo poznajemy więc Dominika-kozaka, który gnoi wszystkich tych, których nie lubi i za wszelką cenę stara się zdobyć aprobatę osób, które uważa za przyjaciół - nawet jeśli ci oczekują od chłopaka, by robił rzeczy poniżające. W tym wypadku sytuacja z czasem także nie ulega zmianie, gdyż wirtualni kumple Dominika okazują się tacy sami, jak jego koledzy ze szkoły. Biedny chłopak "nic nie musiał", ale tylko doputy, dopóki nie kazano mu załatwić tabletek antydepresyjnych.


Kolejnymi niezbyt dobrze sportretowanymi postaciami byli rodzice Dominika. Rozumiem, że w ramach pokazania, że jabłko pada niedaleko od jabłoni musieli oni być jeszcze większymi dupkami od syna. Nie pojmuję natomiast ich zachowania po próbie samobójczej Dominika. Bo każdy zdrowo myślący człowiek, po takim zdarzeniu po pierwsze nie wstawiałby nowych drzwi do pokoju dziecka. Po drugie - gdyby chłopak mimo wszystko, jakimś sposobem zabarykadował się w pokoju, to wystarczyłoby przestać serwować mu jedzenie, a po pewnym czasie, wygłodniały na pewno dał by za wygraną i opuścił swoją samotnię. I wreszcie przede wszystkim - gnojkowi natychmiast należałoby odciąć internet. Każda super niania doradziłaby te trzy rzeczy!


Kolejną rzeczą, któa nie podobała mi się w filmie był brak dobrego zakończenia z morałem. No bo jaki był końcowy przekaz Sali samobójców? "Rodzice, poświęcajcie więcej czasu swoim dzieciom, bo inaczej gówniarze strzelą sobie samobója", "dzieci, popełnienie samobójatwa jest głupie" - to wszystko brzmi zbyt błacho i sprowadza się do sloganów, które wszyscy znają. Przeszkadzało mi też zbyt wiele niedopowiedzeń, które wcale nie nakłaniały do refleksji, tylko sprawiały wrażenie, iż scenarzyści nie wiedzieli, jak rozwiązać pewne wątki. Dla przykładu - o co chodziło z tą Sylwią wybiegającą z pokoju? Czy dziewczyna wyszła z domu po raz pierwszy po trzech latach, czy może po prostu - całe jej gadanie o zrezygnowaniu z realnego życia było tylko ściemą? Według mnie tą oraz kilka innych spraw  należałoby jednak wyjaśnić.



Sala samobójców nie była złym filmem, ale wbrew temu, co piszą w necie - nie jest to także arcydzieło. A moja dość surowa ocena spowodowana jest główie tym, że widziałam wcześniej Chumscrubbera (polski, idiotyczny tytuł filmu to Miłego dnia?) i wiem, że o wyalienowaniu nastolatków można opowiedzieć lepiej, ciekawiej, sympatyczniej, z lekkim przymrużeniem oka oraz happy endem. Jednocześnie jednak podobieństwo komputerowych postaci z Sali samobójców do tytułowego Chumscrubbera sprawia, że podejrzewam, iż ktoś tu mógł się kimś innym zainspirować.


Niewątpliwie twórcom Sali samobójców zależało na tym, by w jakiś sposób zreflektować widzów. W moim przypadku im się to udało, przy czym moje przemyślenia nie były chyba do końca takie, o jakich filmowcy marzyli.

Czy jestem zimną, nieczułą babą, skoro nie poruszył mnie ten film? - to było pierwsza, co przeszło mi przez myśl. - I czy przez to, że oglądam dużo seriali z USA, stałam się tak zamerykanizowana, że łatwiej jest mi zrozumieć rozterki bihaterów Chumscrubbera, niż Sali samobójców?

Hmm, to pewnie dlatego, że nie rozumuję tak, jak współczesne nastolatki. - uspokoiłam się, ale tylko na chwilę... - Cholera, jeśli teraz nie jestem w stanie pojąć sposobu myślenia ludzi zaledwie o kilka lat ode mnie młodszych, to jak ja się w przyszłości dogadam z moimi własnymi dziećmi! Niech to szlag!

A co by było, gdybym obejrzała ten film jeszcze chodząc do szkoły? - spróbowałam rozumować w nieco inny sposób. - Cóż, pewnie któregoś dnia w ramach focha zamknęłabym się w pokoju i założyła konto na Second Life... Tylko, że będąc nastolatką nie miałam w pokoju komputera, w domu internetu, a w ogóle to pokój musiałam dzielić z siostrą... - jak widać, to myślenie także zaprowadziło mnie do nikąd.


Po tym wszystkim przypomniałam sobie z kolei, że raz przeczytałam dość przygnębiający artykuł dotyczący seksu wśród nastolatków. Pokazałam zatrważające statystyki mojemu tacie, a ten spokojnie stwierdził, że ta pani z Warszawy, która napisała ten artykuł, na pewno nie przeprowadziła badań w całym kraju, tylko na własnym podwórku, a potem jedynie napisała, że tak jest w całej Polsce. Może więc z Salą samobójców jest tak samo, jak z seksem wśród nieletnich opisanym w tamtym artykule - pokazano nam skrajność, by nas zszokować, ale szara rzeczywistość jest tak naprawdę dużo mniej przerażająca.
  • Current Music
    Alison Krauss
  • Tags