November 6th, 2011

pióro

Livejournal vs. Tumblr

Minął już miesiąc odkąd zaczęłam używać Tumblra, czas więc na porównanie tego serwisu z Livejournalem.

Runda I: Zakładanie nowego konta
Na Livejournalu login podany przy rejestracji staje się potem częścią adresu url strony, na której jest blog. Zmiana loginu (a co za tym idzie - także adresu url) nie wchodzi w grę. Utworzenie drugiego bloga przypisanego temu samemu użytkownikowi jest chyba niemożliwe - a nawet, jeśli taka opcja istnieje, to ja nie byłam w stanie jej znaleźć.

Na Tumblr, loginem jest e-mail. Adres url bloga wybiera się osobno i możliwa jest jego późniejsza zmiana. Na jednym koncie można prowadzić kilka blogów - założenie nowego jest proste, odbywa się przy pomocy jednego kliknięcia.
Wynik po rundzie I:
Livejournal 0 punktów
Tumblr 2 punkty
(za możliwość modyfikacji adresu url oraz łatwe założenie nowego blogu na tym samym koncie)

Runda II: Panel administracyjny
Możliwość zmiany ustawień w Livejournalu jest bardzo rozbudowana. Tumblr odwrotnie - prezentuje się bardzo prosto, ale jednocześnie nie daje możliwości zmiany wszystkich ustawień. Które z tych rozwiązań jest lepsze? Trudno powiedzieć.

W Livejournalu trzeba trochę poszperać, ale gdy już znajdzie się odpowiednią stronę z ustawieniami, można zmodyfikować niemalże wszystko. Czasem jest to przydatne, czasem można przez to przypadkiem popsuć bloga (może pamiętacie, że raz czy dwa przypadkiem ograniczyłam lub wyłączyłam opcję dodawania komentarzy, właśnie z powodu wyboru złej opcji w ustawieniach).

Tumblr jest pod tym względem bezpieczniejszy, ale jednocześnie pewnych rzeczy po prostu nie da się zmodyfikować, a to też nie zawsze jest fajne.
Wynik po rundzie II:
Livejournal 1 punkt
(za możliwość modyfikacji bardziej skomplikowanych ustawień)
Tumblr 1 punkt (za prosty w obsłudze panel administracyjny)

Runda III: Wygląd
Livejournal, w porównaniu do Tumblra wygląda na pewno mniej nowocześnie, a nawet - bardziej topornie. Tumblr jest zdecydowanym zwycięzcą, jeśli chodzi o design.

Ale za to, templatki w Livejournalu, choć wyglądają mniej efektownie, dają się łatwiej modyfikować i są lepiej dopracowane. Innymi słowy: na LJ wybieramy skórkę bloga, a następnie sami decydujemy o tym, czy układ elementów na blogu ma być jedno, dwu, czy trzy kolumnowy oraz jakie elementy mają znaleźć się w bocznych kolumnach. Poza tym każda templatka jest na tyle dobrze opracowana, że nie ma potrzeby poprawiać jej później kodu css.

Na Tumblr możemy tylko wybrać skórkę. Wszelkie zmiany wymagają modyfikacji kodu css. Ponadto niektóre motywy nie są do końca dobrze wykreowane - przykładowo ten, z którego korzystam na D-F-S, został przeze mnie zmodyfikowany, gdyż w pierwotnej wersji tekst był nie do końca czytelny.
Wynik po rundzie III:
Livejournal 3
punkty (za dobrze opracowany wygląd skórek i łatwość modyfikacji ich wyglądu)
Tumblr 1 punkt (za bardziej efektowny i ładny wygląd)

Runda IV: Tworzenie nowych wpisów
Livejournal ma bardziej rozwinięty edytor tak zwanego "Rich textu" - innymi słowy chodzi o to, że tekst możemy edytować jak w Wordzie, zaznaczając, które elementy mają być pogrubione, wyśrodkowane, pokolorowane itd, itp. Poza tym istnieje możliwość edytowania tekstu przy pomocy HTML-a. Taki edytor otwiera się na tej samej stronie, na której wcześniej był "Rich text". Ważne jest to, że edytor HTML obsługuje atrybut "style", która pozwala na modyfikację tekstu przy pomocy css'a.
Minusem Livejournala jest to, że "Rich text", nie zawsze działa dobrze i czasem głupieje tak bardzo, że po prostu trzeba wejść do standartowego edytora HTML i samemu poprawić pewne elementy.
Dobrze zostało rozwiązane tagowanie wpisów. Słowa kluczowe możemy albo wpisać do odpowiedniego okienka, albo poprzez zaznaczanie wybrać je z listy wcześniej używanych tagów. Moim zdaniem jest to bardzo przydatna opcja.
Ponad to na Livejournala możemy wgrać 15 różnych avatarków i naprzemiennie używać ich do różnych wpisów. Plusem jest także to, iż możliwe jest zdefiniowanie automatycznego podpisywania każdego wpisu (u mnie tym automatycznym podpisem jest "(cc) by Hołka").

"Rich text" w Tumblr jest dużo prosty (nie posiada między innymi możliwości wyśrodkowania tekstu). Edytor HTML otwiera się w nowym, wyskakującym okienku, co moim zdaniem jest dość kiepskim rozwiązaniem. Poważnym błędem jest to, że edytor HTML nie uznaje atrybutu "style". Możemy jedynie wcześniej, w kodzie css dotyczącym całego bloga, zdefiniować pewne klasy i później przypisać je do poszczególnych fragmentów tekstu.
Plusem Tubmlra jest natomiast to, że edytor "Rich textu" nie głupieje tak, jak to się dzieje w Livejournalu.
Jeśli chodzi o tagowanie, to możliwe jest jedynie dopisywanie ich do odpowiedniego okienka. Tumblr co prawda na podstawie wcześniej dopisanych tagów podpowiada nam co wpisać, ale opcja ta jest dużo mniej poręczna od okienka ze wszystkimi wcześniej użytymi tagami, jaka była w Livejournalu.
Ciekawe jest natomiast to, że Tumblr pozwala na "kolejkowanie" postów. To znaczy - jeśli mamy wenę i stworzymy kilka postów jeden po drugim, to nie musimy ich od razu publikować. Zamiast tego (przy pomocy kilku kliknięć) ustawiamy, by kolejne posty pojawiały się np. w godzinnych odstępach.
Wynik po rundzie IV:
Livejournal 6 punktów
(za bardziej rozbudowany edytor "Rich textu", edytor HTML pojawiający się w tym samym oknie, łatwiejszy wybór tagów, kilka avatarków do wyboru i możliwość automatycznego dopisywania podpisu pod każdym wpisem)
Tumblr 2 punkty (za lepiej działający edytor "Rich textu" i kolejkowanie)

Runda V: Multimedia
Livejournal posiada co prawda tak zwanego Scrapbooka, w którym możemy tworzyć galerie ze zdjęciami, ale osobiście nigdy nie korzystałam z tej opcji, gdyż szybsze i łatwiejsze wydawało mi się wgranie zdjęcia na zewnętrzny serwer. Filmy oraz elementy flash umieszcza się we wpisie standardowo, poprzez użycie embed kodu. Niestety Livejournal nie pozwala na umieszczanie javascriptów (o czym mogłam się przekonać ostatnio, przy tworzeniu ankiet oceny poszczególnych postów).

W przypadku Tumblra zdjęcie można wgrać z dysku na serwer bloga jednym kliknięciem, co jest bez dwóch zdań świetnym rozwiązaniem. Filmiki i inne multimedia w standardowym wpisie umieszcza się podobnie, jak w Livejournalu (niestety tutaj też javascripty nie działają). Ciekawym rozwiązaniem jest natomiast to, że możemy sobie wybrać rodzaj wpisu. Poza standardowym tekstem mamy do dyspozycji także wrzucenie samego zdjęcia, filmu, pliku audio, cytatu, dialogu lub linku. Rozwiązanie to jest ciekawe i przydatne w sytuacji, gdy chcemy szybko zamieścić coś na blogu.
Wynik po rundzie V:
Livejournal 1 punkt
(za Scrapbook, który niektórym może jednak się przydaje)
Tumblr 2 punkty (za łatwe wgrywanie zdjęć na serwer oraz ciekawe rozwiązanie z podziałem wpisów na różne kategorie)

Runda VI: Interakcja z innymi
Livejournal pozwala na standardowe tworzenie komentarzy. Rzecz to ważna, bo przecież blog pozbawiony komentarzy, to żaden blog, czyż nie?
Inne możliwości integrowania się z innymi użytkownikami serwisu są dość kiepskie. Możliwe jest tworzenie jakiś grup dyskusyjnych, czy czegoś w tym stylu, ale nigdy z tego nie korzystałam.

Tumblr domyślnie nie daje możliwości tworzenia komentarzy. Żeby czytelnicy mogli je pisać, musiałam zarejestrować się na jakiś inny serwer, który współpracował z Tumblrem. A to - nie oszukujmy się - jest chyba najgłupsze rozwiązanie z możliwych.
Osoby zapisane na Tumblr mogą śledzić wpisy innych oraz dodawać pojedyncze notki do ulubionych. Odniosłam niestety wrażenie, że w przypadku śledzenia obowiązuje zasada wzajemności - to znaczy "ty śledzisz moje wpisy, więc ja będę śledzić twoje" (w końcu, im więcej osób śledzi czyjś blog, tym lepiej, prawda?). Jeszcze gorzej ma się sprawa z lubieniem czyiś wpisów. Tubmlr jest bowiem zdominowany przez użytkowników anglojęzycznych. I przypuszczam, że większość z nich polubiła moje wpisy tylko z powodu tego, jak je otagowałam (na zasadzie "O, Back to the future, super, kocham ten film - wcisnę lubię to, nieważne co zostało na temat tego filmu napisane"). I choć mam nadzieję, że komuś chciało użyć się translatora i zobaczyć, o czym napisałam, to zdrowy rozsądek podpowiada mi, że raczej tak się nie stało.
Kolejną rzeczą ułatwiającą integrację jest to, że Tumblr pokazuje mi losowo wybrane zdjęcia wrzucone przez innych użytkowników. I dzięki temu udało mi się trafić na takie fajne blogi, jak na przykład ten, ten lub ten.
I ostatnia sprawa - tak zwana opcja reblogowania. Polega na tym, że jeśli spodobałby mi się czyjś wpis, to jednym kliknięciem mogłabym skopiować go na swój blog. Przy czym, pojawiłaby się przy nim notka, gdzie wpis pierwotnie został napisany.
Wynik po rundzie VI:
Livejournal: 10 punktów
(za samą tylko możliwość tworzenia komentarzy, bo to jest przecież bardzo ważne)
Tumblr 3 punkty: (za przycisk lubię to (który mimo wszystko jest przydatny), pokazywanie fajnych, losowych zdjęć i możliwość reblogowania)

Runda VII: Archiwum
Kolejna na pozór mało istotna rzecz, ale jednak gdy już chce się z niej skorzystać, to ma znaczenie. W Livejournalu sprawa rozwiązana jest bardzo prosto - data i zalinkowany tytuł wpisu.
Na Tumblr każdy wpis pojawia się w postaci miniaturowego okienka. Jeśli wpisów jest dużo, to ładują się one po dojechaniu do końca strony, na zasadzie "endless scrollingu". Wygląda to efektownie i jest łatwe w użyciu, ale tylko na krótkszą metę. Bo jeśli zajrzymy do archiwum kogoś, kto dziennie tworzy dziesięć wpisów, a każdy z nich jest opatrzony obrazkiem, to jeśli się rozpędzimy i będziemy chcieli naraz zobaczyć zbyt dużo - może dojść do tego, że zawiesi się nam przeglądarka.
Wynik po rundzie VII:
Livejournal 1 punkt
(za mniej efektowne, ale za to szybciej ładujące się archiwum)
Tumblr 0 punktów

Wynik końcowy:
Livejournal 22 punkty
Tumblr 11 punktów


WYGRYWA: LIVEJOURNAL

Podsumowując: Livejournal, choć jest już wiekowym serwisem, to wciąż trzyma się dobrze. Nie jest co prawda piękny, ale za to braki w wyglądzie nadrabia funkcjonalnością.
Tumblr z kolei nie jest serwisem złym. Wprowadzono w nim kilka naprawdę ciekawych rozwiązań, stworzono ładny wygląd. Niestety jest to bardziej coś w rodzaju rozbudowanej wersji Twittera, niż serwis blogowy. Nie zamierzam z niego rezygnować, ale na pewno będę wykorzystywać go do celów innych, niż długie grafomanienie, bo widzę, że większość użytkowników Tumblra jest nastawiona na szybkie przeglądanie, a nie czytanie. Szczegółowych planów teraz jednak nie zdradzę - dowiecie się o nich w najbliższej przyszłości.

Aha - i jeszcze jedna sprawa. Postanowiłam zrezygnować z dawania wam możliwości oceny poszczególnych wpisów, bo po pierwsze prawie nikt z tego nie korzystał, a po drugie jestem leń i nie chce mi się tworzyć nowych ankiet. Mimo to dziękuję wszystkim, którzy do tej pory oddali swoje głosy! :)
  • Current Music
    Shira Kammen
  • Tags