Hołka (holllka) wrote,
Hołka
holllka

  • Location:
  • Mood:
  • Music:

Fazy życia serialu

Jak już wspomniałam wczoraj - tutejsze Dyrdymały nie zostaną całkowicie ogołocone z tematyki filmowo-serialowej. Będę was tutaj wciąż gnębić moimi ogólnymi przemyśleniami z tym związanymi.

Większość osób powie zapewne, że seriale powstają, potem są emitowane, a na końcu ktoś zabija je cancelem lub też umierają one śmiercią mniej brutalną i bardziej naturalną polegającą na sensownym zakończeniu. Ja postanowiłam nieco bardziej zastanowić się nad tym tematem. I wyszło mi, że faz życia każdego serialu jest trochę więcej i są one znacznie bardziej skomplikowane niż to, co napisałam we wcześniejszym zdaniu. Jak to według mnie wygląda? Już piszę.

Wstrząśnięty, nie zmieszany
Pierwszy etap, przez które muszą przejść chyba wszystkie odcinkowe produkcje. Trzeba zdobyć widza. Tylko, jak to zrobić? Oczywiście można pójść po najprostszej linii oporu - stworzyć sympatycznych bohaterów, śmieszne dialogi i dość wartką akcję. Ale nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach to może nie wystarczyć. Teraz widzem trzeba wstrząsnąć. Pokazać, że show będzie innowacyjny, wyrazisty, bez cenzury i porządnie wgniatający w fotel. Ale jednocześnie należy to wszystko zrobić z umiarem. Bo zbyt duża dawka emocji może sprawić, że widz poczuje się zmieszany i zmieni kanał na inny. A to zazwyczaj prowadzi do tego, że stacja telewizyjna anuluje serial, nim jego twórcy zdążą powiedzieć "dajcie nam jeszcze jedną szansę, poprawimy się w drugim sezonie".

Co wy na to?
Produkcja przebrnęła przez grząski grunt pierwszego sezonu, zdobyła sporą widownię i uznanie stacji telewizyjnej. Teraz scenarzyści mogą sobie pozwolić na eksperymentowanie. Dodajmy trochę tego i odejmijmy tamtego. A potem zobaczmy, jak to łykną widzowie. Jeśli się uda, oglądalność wzrośnie, a producenci dadzą zielone światło na kolejne próby ulepszania serialu. Gorzej, jeśli eksperyment się nie powiedzie, a widz zacznie sobie wyrywać włosy z głowy i krzyczeć, że to przecież nie jest ten sam serial, który oglądał przed wakacyjną przerwą. A wtedy albo produkcja zostanie zamknięta albo też...

Ja wam pokażę!
Jeśli poprzedni sezon serialu okazał się nieudany, a nad scenarzystami zawisła groźba utraty pracy, czas wziąć się do roboty. Koniec z eksperymentowaniem, wróćmy do tego, co kiedyś podobało się widzom. Ale dajmy z siebie jeszcze więcej, niż w pierwszym sezonie!
Zazwyczaj takie podejście do sprawy działa cuda i nagle okazuje się, że serial, który właśnie mieliśmy zamiar przestać oglądać z powodu kiepskiej fabuły, odbija się od dna i odkrywany, że śledzenie akcji w kolejnych odcinkach daje nam frajdę większą, niż kiedykolwiek wcześniej. Niestety to jest także ten moment, w którym osiągnięto szczyt i pozostaje już tylko zejście na niższy poziom.

Cisza i spokój
Gdy serialowi uda się przejść przez góry i doliny, wypływa on na spokojne wody stałej ilości widzów i brnie do przodu popychany wiatrem w postaci gotówki wykładanej przez stacje telewizyjne. Publiczność wie, że lubi ten serial, przyzwyczaiła się do niego, włączanie telewizora w porze emisji stało się dla nich automatyczną czynnością. A scenarzyści wiedzą, czego chcą widzowie i stale im tego dostarczają. Taki zrównoważony stan rzeczy jest dobry, ale tylko przez chwilę. Po dłuższym czasie zaczyna się bowiem nuda, czyli coś, za czym nikt nie przepada. A zwłaszcza widzowie. Oczywiście zdarzają się przypadki, w których taki stan wegetacji może trwać niemal bez końca (na przykład przez 157862 odcinków). Ale na ogół scenarzyści biorą się w garść i postanawiają rozruszać rozleniwioną fabułę serialu.

Macie, co chcecie
Dobre pomysły kiedyś muszą się skończyć. Ale co ma począć scenarzysta, którego wena opuściła tuż przed rozpoczęciem zdjęć do nowego sezonu? Trzeba wymyślić jakieś historie do najbliższych dwudziestu odcinków, a w głowie pustka! Nie wiem, jak biedni scenarzyści radzili sobie z tym problemem kiedyś, ale obecnie na szczęście jest internet. A w nim strony fanowskie, fora i blogi, z których scenarzysta może dokładnie się dowiedzieć, czego pragną widzowie. I voila, fabuła na najbliższe pięć odcinków wymyślona! Problem jednak w tym, że ludzie tak naprawdę nie wiedzą, czego chcą. Na wiosnę narzekają na upały i pragną chłodu, zimą marzną i chcą większej ilości słońca. I nawet jeśli serialowi scenarzyści spełnią wszystkie zachcianki fanów, ci niedobrzy stwierdzą, że tak naprawdę liczyli na coś zupełnie innego. Zgadza się, drodzy scenarzyści - spełnianie zachcianek widzów to najgorszy pomysł z możliwych! Prowadzi do tego, że w serialowym uniwersum zaczyna panować chaos - powstają nowe, nic nie znaczące wątki, które potem są w beznadziejny sposób rozwiązywane, znikają bohaterowie, których potem trzeba w jakiś dziwaczny sposób przywracać od życia i tak dalej. Najpierw widzowie, a potem producenci tracą cierpliwość. A ci drudzy zaczynają dodatkowo ostrzyć katowski topór...

To już jest koniec!
To będzie ostatni sezon, nie ma szans na kontynuację. Ale pozostał do stoczenia jeszcze ten jeden bój i pytanie, czy wróci się z niego z tarczą, czy na tarczy. Jeśli scenarzyści są w porządku, to postarają się, żeby widzowie spędzili ostatnie chwile z serialem możliwie miło, by wszystkie wątki zostały w sensowny sposób zakończone, a po obejrzeniu finałowego odcinka każdy westchnął, że NIESTETY to już koniec. Ale świat byłby zbyt idealny, gdyby istnieli w nim tylko tacy scenarzyści, którzy są w porządku wobec fanów. Bo niestety niektórzy z nich wychodzą z założenia, że wystarczy przez cały finałowy sezon nudzić i wymyślać głupoty, a w ostatnim odcinku zrobić deus ex machina, który sprawi, że długo po napisach końcowych widzowie będą tępo wpatrywać się w telewizor i myśleć WTF?! Oczywiście nieuczciwi scenarzyści powiedzą nam, że to był taki żartobliwy twist na pożegnanie, i że tylko głupek nie zrozumie, o co im chodzi... A producenci telewizyjni, żeby nie wyjść na takich właśnie głupków, zatrudnią później takich samych scenarzystów do następnych seriali, ech.

Oczywiście to wszystko, co zostało wyżej zaprezentowane, jest umowne. Poszczególne fazy życia serialu nie zawsze występują jedna po drugiej i czasem lubią się cyklicznie powtarzać. Nie wiem, czy ten podział jest dobry, ale nie wydaje mi się, żeby był zły. A może wy macie inny pomysł na fazy rozwoju seriali? Jeśli tak, to nie leńcie się i napiszcie!


EDIT: Dostałam cynk od Kasi, że w sondach mogą głosować tylko osoby zalogowane na Livejournalu. Naprawiłam ten problem i teraz ocenić ten wpis powinni już móc wszyscy.
Tags: seriale, złośliwości
Subscribe
Comments for this post were disabled by the author